"Memoirs of a Geisha", książkę opisywałam tutaj. Zarówno film jak i książka bardzo mi się podobała. Pamiętam, że czytając tą książkę pomyślałam, że miło by było jakby była ekranizacja tej pozycji. I bach! Okazało się jakiś czas później, że wchodzi do kin.
Dużo raczej nie ma co pisać, bo większość zapewne widziała ten film nie raz, tak jak i ja. Płaczę zawsze na tym filmie, niezmiennie rozczulają mnie te same sceny i dostojny pan Ken Watanabe powstrzymujący przez cały film swoje namiętne uczucia...
Sakamoto Chiyo (Ziyi Zhang) i jej starsza siostra wychowują się w nadmorskiej, biednej chacie. Gdy matka dziewczynek ciężko zachorowała i była bliska śmierci ojciec postanawia sprzedać dziewczynki, aby miały lepsze życie. Mała Chiyo trafia do Okasan, która prowadzi dom Gejsz. Starsza siostra Chiyo nie ma tyle szczęścia lub po prostu nie jest dość ładna, trafia do innej części Kioto z domami publicznymi. Dziewczynki bardzo chcą uciec i wrócić do ojca i matki, jednak jak zimny prysznic na małą Chiyo spada wiadomość, że matka dziewczynki zmarła, a tuż po niej ojciec.











