Jeszcze raz przepraszam, że tak długo, wszystkie zdjęcia po "kliknięciu" powiększają się. To tyle, miłej lektury!
Moje przeżycia związane z wyjazdem do Warszawy zaczęły się już dzień wcześniej. Cóż się dziwić? Zawsze chciałam pojechać do stolicy, zobaczyć Pałac Kultury i pójść do Stodoły no i zjeść coś w japońskiej restauracji. A tu Warszawa, Stodoła z koncertem G., spotkanie z cudownymi bloggerkami, jedzenie w japońskiej knajpce i te emocje, które się w nas kumulowały. A to trzeba się spakować, przygotować wszystko, wstać raniutko (o 5:00 pobudka dźwiękami "Flower", które mnie nie obudziło), ubrać się, wypić kawusię i wyruszyć w podróż tramwajem, aby dotrzeć na bus, który miał mnie zawieźć do Warszawy. Z tego wszystkiego przed wyjazdem spałam może 2h, bo nawiedzały mnie okropne myśli typu ukradzenia podręcznej torby, w której miałam bilet, ześlizgującej się torby z mojego ramienia, która wpada pod kolejkę i zostaje zmielona na strzępy. Wstałam bardziej zmęczona niż jakbym się nie położyła w ogóle spać.
W sobotę raniutko mój małż bardzo miło mnie zdziwił, bo przygotował dla mnie niespodziankę w formie odwiezienia mnie do Gdańska Głównego kolejką. Więc do małej raniutko przybyła niania :)
Także mój mąż mężnie odstawiła mnie na busa, który wyjechał spod dworca o 7:45 i tak zaczęła się moja podróż :D W sumie bardzo miła i radosna podróż, prócz jednego incydentu z moim biednym pęcherzem i zakonnicy, która siedziała za mną mówiąc zdrowaśki (ale to zagłuszyłam słuchając muzyki na telefonie). Pytałam kierowcę o postój, a ten zatrzymał się na postój jakieś 150 km dalej ;P (ponad godzinę później), ale nie tylko mnie ścisnęło na pójście do przybytku, jednak ja chyba najszybciej wystrzeliłam z samochodu gnając na złamanie karku do toalety bez zapiętych na zamek trampek ;) jak zwykle i jak na złość muszę wyglądać w takich sytuacjach komicznie. Do Warszawy wjechaliśmy ok. 13:10 czyli z opóźnieniem, ale rozglądałam się po stolicy jak dziecko z otwartą buzią szukając górującego nad resztą miasta Pałacu Kultury i powtarzając sobie w myślach: "Pałac Kultury mym drogowskazem". Wysiadłam na przystanku Metro Politechnika 01 o godzinie 13:20 i po przejściu przez pasy pod wejście do stacji metra zadzwoniłam do Miriel. Miałyśmy się spotkać pod "Złotymi Tarasami" (gdziekolwiek to jest? i jakkolwiek to wygląda?).
Miriel oczywiście wspierała mnie na duchu, abym przejechała jeden przystanek metra i wysiadła w centrum pamiętając, aby wsiąść do metra w kierunku na Młociny :) Bilet kupiłam bez problemu, jednak bramka metra była dla mnie rzeczą nie do przeskoczenia! Razem z dziewczyną (wybacz zapomniałam Twojego imienia), która jechała ze mną w busie również na Gackto starałyśmy się sforsować bramkę jej się udało mi nie. Wtedy poczułam się jakby z butów wystawała mi słoma ;/ No cóż nie każdy mieszka w takim mieście jak Warszawa. Także na pierwszą w życiu podróż metrem miałam kompankę. Wysiadłam w centrum razem z towarzyszką z Gdańska i jej koleżanki pokierowały mnie zgodnym chórem i pokazując palcami wskazującymi "tam" po wspomnieniu hasła "Złote Tarasy". Mijając po drodze Pałac Kultury i będąc kierowaną przez Miriel (przez telefon) z zachwytu przystanęłam przed Pałacem i się popłakałam, nie myślałam, że jest aż tak piękny! Miriel oczywiście okazała mi niezwykłą cierpliwość, za co Ci bardzo dziękuję!! Idąc z plecakiem w spiekocie zauważyłam po drugiej stronie ulicy właśnie owo "łoł!" ![]() |
| Owe: "łoł". Źródło zdjęcia: tutaj. |



