Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GACKTO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GACKTO. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2011

Dwóch gniewnych o głowę jednego drwala...

Czyli Bunraku. :) Tak z ciekawości obejrzałam, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakież znakomitości grają w tym filmie prócz Gackto. A chodzi mi tu między innymi o Josh'a Hartnett'a. A chciałam się przekonać, czy Gackt rzeczywiście zagrał sierotkę w tym filmie? Moje zdanie zapewne jak zwykle będzie spaczone (nawiązuję tu też do "Moon Child"). Film obejrzałam już dwa razy i mam ciągły niedosyt. Film mnie zaciekawił od samego początku, aż do samego końca (tak! popłakałam się, ale nie powiem w jakim momencie :P). I bym zapomniała o cudownie innym mieście- jak z komiksu! Które jest tak inne i wprowadza nierzeczywistą atmosferę i wizję miasta.

Wędrowiec (Josh Hartnett)- spokojny, opanowany, niewyrażający zbędnych uczuć. Hazardzista, który świetnie  zna karciane sztuczki nie mówiąc już o walce. Przybywa do miasta z nie wyjaśnionych powodów, aby odnaleźć Nicola.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

KONCERT GACKT'a (06.08.2011r. Stodoła) i Warszawa

Jeszcze raz przepraszam, że tak długo, wszystkie zdjęcia po "kliknięciu" powiększają się. To tyle, miłej lektury!

Moje przeżycia związane z wyjazdem do Warszawy zaczęły się już dzień wcześniej. Cóż się dziwić? Zawsze chciałam pojechać do stolicy, zobaczyć Pałac Kultury i pójść do Stodoły no i zjeść coś w japońskiej restauracji. A tu Warszawa, Stodoła z koncertem G., spotkanie z cudownymi bloggerkami, jedzenie w japońskiej knajpce i te emocje, które się w nas kumulowały. A  to trzeba się spakować, przygotować wszystko, wstać raniutko (o 5:00 pobudka dźwiękami "Flower", które mnie nie obudziło), ubrać się, wypić kawusię i wyruszyć w podróż tramwajem, aby dotrzeć na bus, który miał mnie zawieźć do Warszawy. Z tego wszystkiego przed wyjazdem spałam może 2h, bo nawiedzały mnie okropne myśli typu ukradzenia podręcznej torby, w której miałam bilet, ześlizgującej się torby z mojego ramienia, która wpada pod kolejkę i zostaje zmielona na strzępy. Wstałam bardziej zmęczona niż jakbym się nie położyła w ogóle spać. 
W sobotę raniutko mój małż bardzo miło mnie zdziwił, bo przygotował dla mnie niespodziankę w formie odwiezienia mnie do Gdańska Głównego kolejką. Więc do małej raniutko przybyła niania :)
Także mój mąż mężnie odstawiła mnie na busa, który wyjechał spod dworca o 7:45 i tak zaczęła się moja podróż :D W sumie bardzo miła i radosna podróż, prócz jednego incydentu z moim biednym pęcherzem i zakonnicy, która siedziała za mną mówiąc zdrowaśki (ale to zagłuszyłam słuchając muzyki na telefonie). Pytałam kierowcę o postój, a ten zatrzymał się na postój jakieś 150 km dalej ;P (ponad godzinę później), ale nie tylko mnie ścisnęło na pójście do przybytku, jednak ja chyba najszybciej wystrzeliłam z samochodu gnając na złamanie karku do toalety bez zapiętych na zamek trampek ;) jak zwykle i jak na złość muszę wyglądać w takich sytuacjach komicznie. Do Warszawy wjechaliśmy ok. 13:10 czyli z opóźnieniem, ale rozglądałam się po stolicy jak dziecko z otwartą buzią szukając górującego nad resztą miasta Pałacu Kultury i powtarzając sobie w myślach: "Pałac Kultury mym drogowskazem". Wysiadłam na przystanku Metro Politechnika 01 o godzinie 13:20 i po przejściu przez pasy pod wejście do stacji metra zadzwoniłam do Miriel. Miałyśmy się spotkać pod "Złotymi Tarasami" (gdziekolwiek to jest? i jakkolwiek to wygląda?).
Miriel oczywiście wspierała mnie na duchu, abym przejechała jeden przystanek metra i wysiadła w centrum pamiętając, aby wsiąść do metra w kierunku na Młociny :) Bilet kupiłam bez problemu, jednak bramka metra była dla mnie rzeczą nie do przeskoczenia! Razem z dziewczyną (wybacz zapomniałam Twojego imienia), która jechała ze mną w busie również na Gackto starałyśmy się sforsować bramkę jej się udało mi nie. Wtedy poczułam się jakby z butów wystawała mi słoma ;/ No cóż nie każdy mieszka w takim mieście jak Warszawa. Także na pierwszą w życiu podróż metrem miałam kompankę. Wysiadłam w centrum razem z towarzyszką z Gdańska i jej koleżanki pokierowały mnie zgodnym chórem i pokazując palcami wskazującymi "tam" po wspomnieniu hasła "Złote Tarasy". Mijając po drodze Pałac Kultury i będąc kierowaną przez Miriel (przez telefon) z zachwytu przystanęłam przed Pałacem i się popłakałam, nie myślałam, że jest aż tak piękny! Miriel oczywiście okazała mi niezwykłą cierpliwość, za co Ci bardzo dziękuję!! Idąc z plecakiem w spiekocie  zauważyłam po drugiej stronie ulicy właśnie owo "łoł!"

Owe: "łoł". Źródło zdjęcia: tutaj.
bo tylko tyle powiedziałam stojąc jak sierota z otwartą buzią, nawet nie zwracałam uwagi na przyglądających się mojej osobie ludziom. Ruszyłam w kierunku jak już teraz wiem! Ha! Centrum handlowego "Złote Tarasy" ^.^ i co? Wlazłam do nie tych obrotowych drzwi co trzeba... Miły pan ochroniarz grzecznie mnie wyprosił wcześniej mówiąc gdzie mam podążyć, ludzie spojrzeli na mnie  jak na ufo, a ja tylko pomyślałam: "że też muszę zawsze zrobić z siebie kretynkę, no cóż ktoś musi! Trudno nie będę się przejmować,  spotkam się z dziewczynami, będę miała masę wspomnień i będę się świetnie bawić na koncercie!

piątek, 5 sierpnia 2011

suspension

ZAWIESZENIE BLOGA.

KTÓRE ZAWIESZENIE JUŻ W TYM ROKU? POWÓD OCZYWISTY, JADĘ DO WARSZAWY SPOTKAĆ SIĘ Z BLOGGERKAMI, BAWIĆ SIĘ GENIALNIE NA KONCERCIE GACKTO, WYSKAKAĆ I WYKRZYCZEĆ WSZYSTKIE STRESY I NEGATYWNE EMOCJE, OBJEŚĆ SIĘ W JAPOŃSKIEJ RESTAURACJI, POŁAZIĆ, NIE PRZESPAĆ NOCY "NOCUJĄC U MIRIEL" I WRÓCIĆ DO DOMU NAŁADOWANA POZYTYWNĄ ENERGIĄ, STABILNIEJSZA PSYCHICZNIE I STYRANA FIZYCZNIE ;).
"ODWIESZENIE" A CO ZA TYM IDZIE WPIS O KONCERCIE NASTĄPI, GDY WRÓCĘ DO DOMU, WRÓCĘ DO PSYCHICZNEGO ZDROWIA I ŁADU FIZYCZNEGO, GDY NIE BĘDĘ NA WSZYSTKO ODPOWIADAĆ: "NIE OGARNIAM". ZAPEWNE FAKT TEN UPRZEDZĘ INFORMACJĄ O DACIE I GODZINIE NOWEGO POSTU UMIESZCZONĄ POD TYTUŁEM: "NOWE POSTY NA BLOGU" Z PRAWEJ STRONY.
ŻYCZĘ WSZYSTKIM UDANEGO WEEKENDU, ŁADNEJ PODOGY (BO ZAPOWIADAJĄ ŚREDNIĄ)- NAJWAŻNIEJSZA POGODA DUCHA I WYPOCZYNKU, ABYŚMY KOLEJNY TYDZIEŃ ZACZĘLI NAŁADOWANI MOCĄ. POWER OF GACKT!. TAK, WIĘC WITAJ YELLOW FRIED CHICKENz EUROPEN TOUR 2011 "SHOW UR SOUL" (bilet już spakowałam, żeby w Wawie nie okazało się, że został w domu ;/).

ŚCISKAM- Nathalienn (*^.^*)

wtorek, 7 czerwca 2011

Ticketstore- czyli Gackt w kopercie :D


Dostałam! Właśnie go dostałam! Bilet! Bilet na Gackt'a w warszawskiej Stodole :)
Przyszedł bardzo niespodziewanie i bardzo mnie ucieszył. Dobrze, że nie wróciłyśmy z Nuśką, ani minuty później, bo by było awizo i nie mogłabym odebrać do jutra...


poniedziałek, 6 czerwca 2011

Vicoholizm powraca...

... Zawsze po tej nostalgii, mam napad zbierania Vic'a. I przeraża mnie to! Mam już ok. 400 zdjęć ;( Po co mi tego tyle?! A no żeby patrzeć na jego cudny pyszczek i się zachwycać, nad tymi jego oczętami i rzeźbionymi ustami, i ta czysta, gładka cera... Szał!



A jeśli chodzi o Gackto :) to dziękuję, że mnie rozśmieszyłeś i to bardzo :)

piątek, 27 maja 2011

Gackto-san

I ogarnął mnie jakiś przeogromny stres! Ale naprawdę tak ogromny, że aż mi się ręce trzęsły i na moment zapomniałam jak się wysyła maile ;/ Wiem idiotyczne... Ale o 16:02 wysłałam maila z danymi i ilością biletów, które chcę zamówić na to historyczne wydarzenie. Jeden- tylko jeden bilet, a 38 minut stresu, czy dostanę maila potwierdzającego z numerem konta, na który mam wpłacić pieniążki za bilet. Tak! o 16:40 otrzymałam maila, że mam bilet o nr 30 :) Całe życie chodzi za mną numer 3 :) A bilet prócz tego, że pozwala wejść na koncert jest kolekcjonerski :) Nawet jakby nie był, to będę go przechowywać tak jak i bilet z Miyavi'ego dla potomnych ;) Tylko proszę, jeszcze żeby choć jedną piosenkę, którą uwielbiam zaśpiewał szanowny pan G. na swoim koncercie w warszawskiej Stodole. Tyle szczęścia! Zawsze chciałam pójść do klubu stodoła, być w Warszawie i odwiedzić przyjaciela (ba! nawet dwóch) o ile będą mieli czas dla mojej skromnej osoby ;P Tyle mnie czeka przeżyć, tak wiele i tak ogromniastych i to dość duży kawał drogi i tak krótki czas :) I tak już kombinuje, w co się spakować, żeby wałówka była jak najmniejsza :) Nie lubię podróżować z dużymi torbami ;/ zbyt dużo trzeba się martwić, tachać to wszystko, łamać się pod ciężarem. Minimalizm to moja dewiza :D Ah! Wiem już jak wygląda bilet na koncert :D Jest bardzo ładny :]

sobota, 21 maja 2011

Gackto koncert

Bosz... cóż tu pisać! Dostałam odgórne pozwolenie na koncert! Także wpis wybacz Gackto jest nieaktualny :) Tylko żebym dostała bilet!

Życzę Wam dziewczęta, aby każdej udało się zdobyć bilet!


I tak do mnie to jakoś nie dociera jeszcze :( że jak zdobędę bilet to mogę jechać, to mam jechać, to chcę jechać, to muszę jechać :D Tak jakoś jak Z Miyavim... też do mnie to nie docierało dość długo, a  teraz mnie trzyma już ponad miesiąc. Ach ja już chyba mam taki spóźniony zapłon ;P

niedziela, 1 maja 2011

Gackt

Imię i nazwisko (rōmaji): Gackt M.S. Camui
Prawdziwe imię i nazwisko: Satoru Okabe

Pseudonim: ガクト (wymawiane "ga-ku-to")
Zawód:
piosenkarz, aktor, kompozytor
Data urodzenia:
04.07.1973
Miejsce urodzenia: Okinawa, Japonia
Wzrost:
180 cm
Waga:
68 kg
Grupa krwi:
A
Znak zodiaku:
Rak


Filmy z Gackto-san:

Moon Child 2003










O koncercie Gackta i YFCz , na którym byłam (tutaj!).

wtorek, 8 marca 2011

Idzie wiosna!

Nie wiem cóż mnie opętało... niedawno miałam taki piękny pusty dysk 210GB, a teraz?! Zostało zaledwie 5GB ;( a do tego dziś postanowiłam ściągnąć wszystkie płyty Gackto (już się ściągnęły):D  nie mówiąc  jużo zespole L'Arc~en~Ciel :] także dziś będę słuchała, aż wióry będą leciały :) 10 albumów Gackto, 5 (jak na razie znalezionych "Tęczy").
I taka mania przez jedną tylko piosenkę "Flower"
Panie Gackto jak za Panem nie szaleć?! Piosenka leci non stop z youtube, a teledysk widziałam raz urywkami, i normalnie bzika (w pozytywnym znaczeniu) na punkcie clipu też można dostać :D
Właśnie obejrzałam teledysk na spokojnie :) I chociaż nie znam Gackto w ogóle w sensie bycia fanką dobrze myślałam, że nie użyją do tego teledysku róż co bardzo mnie cieszy, bo róż nie lubię :) Ale żółte gerbery i hiacynty (o ile się nie mylę) nadają temu teledyskowi klimatu :) A wiadomo, że żółte kwiaty świadczą o przyjaźni lub/i zazdrości.  Ojej nie ładnie, że pan pali ;)
Tak sobie myślę, że może jakby Gackto zagrał w Gdańsku, to pewnie jakimś cudem bym chciała tam się znaleźć :)
Wiosna jest cudowna! Chociaż w sumie jej jeszcze nie ma, ale dla mnie już jest, i pachnie już wiatr inaczej i promienie słońca też już pachnął i przyjemnie grzeją twarz i jeszcze pączki na drzewach i zielona trawa zacznie wychodzić nieśmiało z ziemi. I w czerwcu egzamin :( nie chce wiosny.  Nie, no  chcę! Chcę! Mimo wszystko, chcę i dam radę z tym egzaminem, bo siedzę i się uczę, może nie kuję na blachę, ale uczę się w miarę możliwości. Tylko japoński odszedł w kąt... Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, ta piękna książka do nauki japońskiego :) I wszystko takie jasne się robi i radosne, i kocham życie i kwiaty, motyle, drzewa, wiatr, deszcz, i jeść owoce i warzywa i nie mogę się doczekać kanapki z serem, sałatą, pomidorem i szczypiorkiem :) I aż pójdę z Nuśką na plażę i będziemy się turlały po ciepłym piasku :D I w tym roku muszą być pieczone ziemniaki z ogniska i jabłka też!

piątek, 31 grudnia 2010

Gackto

I tak sobie pomyślałam, że juz od tygodnia czy nawet dłużej prócz Miyaviego słucham piosenki Atsushiego "I love Chopin" i Gackto "Fragrance". I mogę z czystym i szczęśliwym sercem powiedzieć, że lubię Gackto:
- Vanilla
- Flower
- Suddenly
- Secret Garden
- orenji no taiyo
 


Tylko te przesłuchałam i te mi się podobają, będę sobie stopniowo dawkować Gackto tak jak Miyavi'ego bo oszaleję do reszty. Coraz gorzej ze mną... Za bardzo już wariuję na ich punkcie.
Czy możliwe jest żeby człowiek był aż tak doskonały z wyglądu? Nie che mi się wierzyć, ale jak widzę go w programach TV, w teledyskach i na zdjęciach to jest taki sam! Cholera!




A to taki dodatek :) Lubię tą piosenkę, ale nie myślałam, że filmik będzie o Gackto. Dla mnie prześmieszne, ale zapewne już go widzieliście/widziałyście ;P


Autentycznie jeszcze płaczę ze śmiechu, a chwilę temu to obejrzałam :D



Jest tak poważny, że aż śmieszny :)


czwartek, 30 grudnia 2010

Pan G.

Gackto doprowadza mnie do frustracji! Próbowałam znaleźć film krótkometrażowy, w którym występował "Hero's Hero" z 2002 roku, ale widzę, że graniczy to z cudem :( Szukałam wczoraj jak opętana tego filmu, ale chyba nie będzie mi dane go obejrzeć :(













Wstawiam te zdjęcia Gackto bo są bardzo intrygujące, a to z prawej strony bardzo urocze i wygląda na nim wprost słodko- cudownie :) Nie wiem czy są z jakichś teledysków, programów etc. Ale oba mi się podobają :)

Malice Mizer i Gackt

Malice Mizer- zła czarna owca (do której mnie nie będzie ciągnęło, chociaż na ogół ciągnie mnie do rzeczy odrzuconych, wykreślonych po za margines, skrytykowanych do głębi i nielubianych).

Właśnie próbowałam (to dobre określenie) poznać przeszłość Gackto w zespole Melice Mizer... Zapewne urażę tu nie jedną osobę, ale w końcu to mój blog, moje zdanie, moje upodobania i moje myśli. Próbowałam przesłuchać kilka piosenek po przeczytaniu historii zespołu... Kawałki są utopijne, przerażające i nie jestem w stanie ich słuchać. Przyprawiają mnie o dreszcze strachu, o zgrozo! Jeszcze na wywiadach i ich zdjęcia w internecie mnie zaintrygowały, ale teledyski... Mam ochotę usiąść zacząć płakać, a po chwili wpadam w nastrój depresyjny i mam ochotę sobie palnąć w łeb. To definitywnie nie jest muzyka dla mnie, w utworach panuje chaos, nie jestem w stanie skupić się na dźwiękach i przerażające są dla mnie teledyski, to wszystko nie trzyma się jednej całości, nie ma spójności, a ja tego potrzebuję i ta agresja, którą wyczuwam... Do wszystkiego co japońskie (Azjatyckie) podchodzę na definitywne: TAK! i do tej pory w 100% byłam na tak po słuchaniu muzyki i oglądaniu dram/filmów, Malice Mizer wywołał u mnie ten 1% na NIE  (DEFINITYWNE i NIEODWOŁALNE) i tą rysę na wspaniałej i różnorodnej muzyce Japonii. Wybaczcie, ale to mnie przerosło! Coś we mnie krzyczy i nie jestem w stanie uwierzyć, że takie kocie miauczenie było popularne (może dalej jest). Nigdy więcej nie nawiążę do tego zespołu, tyle ile wiem i tyle ile słyszałam mi wystarczy...

Mam nadzieję, że to mój pierwszy i ostatni tak krytyczny wpis na tym blogu...

Wielki comeback do Moon Child

Nie mogę zapomnieć o tym filmie :)


I właśnie obejrzałam sobie ten filmik po raz kolejny i dochodzę do wniosku, że nie bardzo lubię, ale uwielbiam ten film. Ma to coś, co reżyser umiał wpleść pomiędzy sceny filmu, mimikę i grę aktorów. A mianowicie maleńkiego duszka tego filmu :) Który za każdym razem, gdy widzę zdjęcie, filmik lub tytuł tego filmu wchodzi w moje serduszko i wiem, że nie zapomnę go mimo wszystko. Ten duszek przypomina i o uczuciach, które miałam w danych scenach filmu i chce żebym znów, go obejrzała :) Drogi panie reżyserze-Takahisa Zeze, dziękuję, że pan nakręcił ten film. I jak zwróciłam uwagę to nie jest pana jedyny film. Więc pokwapię się i obejrzę jeszcze nie jeden :)

piątek, 17 grudnia 2010

Trzy księżyce, trzy cienie... Gackto w słuchowisku

Na pewno mój mały móżdżek nie przyswoił sobie wszystkiego dokładnie. Hm... aż trudno mi uwierzyć, że wszystkim postaciom głosu użyczył Gackto w tym słuchowisku. Części nie zrozumiałam, a to przez mój napęd na czworo-oczu, gdy dostaję coś do czytania, słuchałam i czytałam, czytałam i czytałam.  Hm... ale ta kwestia jest kogoś innego, zaraz , a głos tej samej osoby co na początku. Jak dostaję tekst to czytam jakby ktoś mi miał go zaraz zabrać i w tym cały sęk mojego  połowicznego zrozumienia. Szaleniec rzeczywiście trochę przerażający, ale generalnie jak ten biedny człek krzyczał z bólu, to już nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, ale tak sobie pomyślałam, że chyba nie powinnam się śmiać, prawda? Ten człowiek przeżywał horror podczas pełni tych trzech księżyców. i powinnam mu współczuć. Muszę jeszcze raz przesłuchać i wolniej czytać tekst, może wtedy więcej zrozumiem i  muszę wczuć się w uczucia bohaterów. Wtedy na bank w 100% mi się spodoba i edytuję ten wpis. bo to tak nie może być, nie godzi się żeby się śmiać ze sztuki i pracy włożonej w to przez przeuroczego Pana Gackto :) A jak nie zrozumiem to znów będę słuchać, aż do skutku... I ten plusk, aż sobie wyobraziłam topielca...  Ale facet fakt faktem skakał do rzeki :( straszne...

wtorek, 14 grudnia 2010

Moon Child seans drugi raz...

Wierciłam dziurę w brzuchu Dawidofowi i w końcu obejrzeliśmy drugi raz film, bo on wiecznie zapominał. Teraz uważam, że film jest jeszcze cudowniejszy niż za pierwszym razem :) Płakałam jak bóbr więcej razy niż ostatnio, po prostu jakoś nie mogłam. I znów patrzyłam na twarz umierającego Sho i płakałam. A Dawidof poklepał mnie po głowie: Nie martw się to tylko film. Chciał mnie wesprzeć, ale po tym jeszcze bardziej się rozpłakałam. Dawidof stwierdził syt.: "Film naprawdę bardzo fajny". :) Więc jest już nas dwoje, którzy oceniają ten film na "duży +". Muszę go obejrzeć trzeci raz :) A dziś jeszcze seansik z krótkometrażowym filmem "Longinus".

sobota, 11 grudnia 2010

Dziecko Księżyca

 











"Moon Child" (Water Boys). Film wprost świetny! W niektórych momentach tak abstrakcyjny, że aż śmieszny, efekty pomysłowe, dużo momentów akcji. A film mówi o przyjaźni i miłości. O egzystencji wampira Kei (Hyde) po samobójstwie jego przyjaciela, przyjaźni z małym chłopce Sho (Gackt), który później dojrzewa i mieszka razem z Kei'em... Więcej nie napiszę ;)

 
 




Sho i Kei
 
A oto trailer:
Suwaczek z babyboom.pl

"Don't tell me you do not want someone who is simple, ordinary, uncomplicated? Instead you want someone who is hypocrite, pre-packaged, and defensive? In fact, many times I would think, I might as well be that hypocrite, but after just one day, I would discover that I really cannot go on...I like the real me very much. (Do you) want me to do phony things? I just cannot do it.
- ZaiZai"


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...